Laugavegur hike- islandzki interior

Categories autostop, Islandia, podróże, Uncategorized

Odkąd zobaczyłam zdjęcia z Landmannalaugar wiedziałam, że muszę się tam udać. Interior, tak inny od turystycznego południa brzmiał niesamowicie kusząco. Cała trasa z Landmannalaugar do Thorsmorku to 55 km. Z założenia hiking trwa cztery dni. 4 dni 55 km jak więc się przygotowywać i co spakować?

Przygotowanie fizyczne i psychiczne:

W okresie letnim zaczęłam biegać plus w ramach wolnego udawałam się na krótsze hikingi. Jednak nie mogę powiedzieć, że jestem wyjadaczem w dziedzinie wędrówek, można wręcz powiedzieć., że jestem póki co świeżakiem w tej  więc cała długość trasy, do przebycia z ciężkim plecakiem, trochę mnie przerażała. Komfort psychiczny został trochę zachwiany, jak o poprawić?  Najbardziej pomoła mi rozmowa z osobami, które mają doświadczenie w tego typie wędrówkach. Tutaj bardzo chciałam podziękować Marzenie za wszelkie porady i wsparcie.

Przed hikiniem polecam sprawdzić pogodę, mimo że jest ona zmienna w tych rejonach i nieco nieprzewidywalna. Wyruszając w interior warto zarejestrować się na stronie safe.is, po rejestracji dostaniemy @ i smsa odnośnie zmian pogody.

Co potrzebujemy?

Oczywiście istotny jest odpowiedni plecak z pasem biodrowym, to właśnie on będzie Ci towarzyszył przez te 55 km. Kolejną ważną rzeczą jest odpowiedni namiot, powinien on być lekki, wodoodporny i solidny. Obowiązkowo odpowiednia mata, która zapewni nam izolację od ziemi oraz śpiwór. Oczywiście buty hikingowe, wodoodporna kurtka oraz spodnie, rękawiczki, warto też zabrać pelerynę która ochroni nas przed deszczem, warto także zabrać buty do pokonywania rzeki lub sandały, przydatne też mogą się okazać kijki hikingowe ( ja ich nie miałam ale pomgoą nam utrzymać równowage podczas pokonywania rzek), przyda się także odzież termiczna- polecam tą z wełny merino, dobre skarpetki, menażka, czołówka, palnik plus gaz, butelka na wodę, z żywności zabrałam ze sobą tuńczyka, kaszę kus kus, batony proteinowe, bakalie, na pierwszy dzień trochę owoców oraz skyr (islandzki jogurt). Warto także wiedzieć że na trasie nie ma śmietników, tylko w jednej chatce po drodze jest miejsce gdzie można wyrzucić śmieci. Czy warto brać aparat? Sama o zabrałam, mimo wszystko przyznam że czasem nie chciało mi się zdejmować plecaka by o wyjąć i robiłam zdjęcia telefonem. Mimo wszystko należy pamiętać że jest to rejon w którym każde miejsce z chęcią by się sfotografowało

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak się dostać do Landmannalauar?

Można stopem, można wynająć auto, koniecznie offroadowe. Pamiętajmy jednak, że do pokonania mamy kilka rzek. Więc podróż autostopem może być nieco trudniejsza przez to że samochody muszą spełniać odpowiednie kryteria aby przejechać przez ten region. Można także udać się offroadowym autobusem. I tak robię też ja. Cena z miejscowości Leirubakki to 4900 ISK. Jest to miejscowość do której udało mi się dojechać stopem bez problemu. Rozkład autobusów oraz ceny możemy sprawdzić na tej stronie https://www.nat.is/bus-schedules-reykjavik-landmannalaugar/ dostępność od połowy czerwca do połowy września.

Sam hiking podzielony jest na cztery części. Dzień pierwszy Landmannalaugar-Hrafntinnusker (12km) , dzień drui Hrafntinnusker – Alftavatn (12 km), dzień trzeci- Alftavatn – Emstrur (16 km), dzień czwarty- Emstrur – Thorsmork (15 km).

Sam hiking pokonuje jednak w dwa dni. Dlaczego? Przede wszystkim pogoda mnie do tego zmusiła. Dwa pierwsze dni faktycznie warto ze sobą połączyć, gdyż jeżeli tego nie zrobimy będziemy musieli prawdopodobnie spać na śniegu. Pierwsza chatka nie jest także zbyt dobra. Malutki pokoik do ogrzania, nie ma także miejsca na gotowanie, ani żadnych udogodnień.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pierwsza część trasy jest niezwykle malownicza, jeśli mamy więcej czasu myślę, że warto nocować w Landmannalauar czyli na samym początku trasy, znajdują się tam hotpoty i duży camping. Ale powracając do hikingu na początku czeka nas dość sporo droi na wzniesieniu , jednak piękne kolorowe góry wynagrodzą nam trudy wspinaczki, wszędzie pełno gorących źródeł oraz pary. Widoki są naprawdę przepiękne. Nidy nie widziałam takich kolorów gór! Pogoda pogarszała się  niestety z minuty na minutę i ze słoneczego dnia przerodziła się w gromki deszcz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pokonując dolinę trafiamy w końcu do krainy śniegu, dalsza część trasy biegnie w pobliżu lodowca. Widoczność była słaba, zaczyna padać deszcz z śniegiem . Ostatnie 1,5 km to spacer po lodowcu. dy docieram do pierwszej chatki jestem mokra, wymęczona oraz nieziemsko głodna. Nie ma tutaj jednak miejsca żeby coś ugotować a pokój w którym można się ogrzać jest pełny. Zdejmuje plecak i jem tuńczyka prosto z puszki stojąc na deszczu. Nic nie smakowało mi tak bardzo od dawna. Pytam rangera o pogodę niestety deszcz ma padać ciągle. W końcu udaje mi się dostać do małego pokoju gdzie można się ogrzać, miejsca brak wszyscy stoją ściśnięci jak sardynki w puszcze, a mimo to jest tak przyjemnie, przynajmniej nie pada i nie wieje. Chatka położona jest wysoko, widzę kilka namiotów rozbitych w śród skał i śniegu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Decydujemy się kontynuować hiking do kolejnej chatki a więc kolejne 12 km do przebycia. Średni czas przebycia tej trasy to 4-5 godzin. Deszcz przybiera na sile. Teraz z kolei wysokość zmniejsza się o 490 m. Co oznacza spacer w dół, brodząc w błocie. Trasa mimo wszystko jest przepiękna. Pod koniec tego odcinka czeka nas rzeka jednak nie jest ona głęboka. Lodowata woda przynosi ulgę zmęczonym stopą, chatka także powinna być niedługo. Docieramy nad jezioro Alfavatn. Jest przepięknie. Niestety wiatr przybiera na sile i bardzo ciężko jest rozbić namiot. Wszyscy kładą kamienie aby ich namioty nie zostały porwane prze wiatr. Sama chatka w Alfavatn jest najlepszą podczas całej trasy. Jest tu restauracja, mała suszarnia niestety przepełniona i trochę zbyt chłodna, bardzo przyjazny ranger, a także chatka z kuchnią co prawda tylko dla osób które ją wynajmują mi jednak udało się tam przyrządzić posiłek. Restauracja pęka w szwach. Największym problemem były mokre buty jednak ranger uratował nam życie i wysuszył nasze przemoczone buty. Noc była ciężka nieustanny wiatr i deszcz przeszkadza w śnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z rana czeka nas miła niespodzianka. Brak wiatru, deszcze i nawet słońce. Na początku trzeciego odcinka czeka nas rzeka. Jest dość głęboka mniej więcej do kolona. Poziom rzek jest jednak zmienny o czym warto pamiętać. Samo przejście idzie łatwo, ja pokonuje ją w klapkach z racji nieposiadania sandałów na Islandii. Kilka km dalej czeka nas kolejna rzeka. głębsza tutaj mniej więcej przy moim wzroście 164 cm sięgała mi do połowy uda. Rzeka jest szersza i bardziej rwąca. Tu tracę jednego klapka. Ponoć ta część trasy jest najtrudniejsza, chociaż dla mnie pierwszy dzień był zdecydowanie gorszy. Dalsza część trasy wiedzie przez czarną pustynię. Widok jest trochę monotonny, jednak jest coś w nim integrującego droga jest praktycznie płaska, nieliczne małe wzniesienia.

Docieramy do kolejnej chatki pogoda niestety pogarsza się i wita nas gromki deszcz. Jem kuskusa ciesząc się chwilą odpoczynku. Pytamy o pogodę. Ma się poprawić a na jutro jest bardzo niepewna. Nie ma sensu rozbijać namiotu podczas deszczu. Postanawiamy pokonać kolejny odcinek jeszcze tego samego dnia. 15 km, a szacowany czas przejścia to 6-7 godzin.

Podczas tego odcinka wysokość zmniejsza się o 300 m. Pogoda poprawia się wita nas słońce. Trasa jest przepiękna.

Pod koniec odcinka czeka nas ostatnia rzeka. Nazywa się Þröngá i jej pokonania do końca życia nie zapomnę. Bardzo szeroka, a także bardzo rwąca. Zmęczone po całodziennym chodzeniu próbujemy wybrać najodpowiedniejsze miejsce do jej pokonania co jest trudne. Próbujemy i tutaj Magda żegna się ze swoim klapkiem. Widzę strach w jej oczach i próbuje sama przejść przez tą rzekę. Patrzę w dół na nurt i mam wrażenie że wszystko wiruje, kręci mi się w łowie, sama się boje. Wieje przeraźliwy wiatr, tracę równowagę już mylę że zaraz i ja popłynę z jej nurtem gdy udaje mi się odzyskać balans. Nurt jest silny i czuje jak mnie popycha. Zmęczona padam na brzeg i z radością stwierdzam żadnych więcej rzek podczas tej trasy!

Ostatnie 30 minut wiedzie przez las co jest miłą odmianą otoczenia. Idziemy powoli, wykończone, a gdy docieramy do campingu Volcano huts, jesteśmy w niebie. Szybkie rozbicie namiotu, prysznic, ciepły posiłek, a potem długi sen. Budzimy się późno, a wita nas słońce. Pogoda jest piękna rozkładam na trawie wszystkie mokre rzeczy, czytam Żar Rosiaka i ciesze się jednym z piękniejszych dni islandzkiego lata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *